ZIMA STULECIA.STANISŁAW (Pamięci Stanisława Zimy)

ZIMA STULECIA.STANISŁAW (Pamięci Stanisława Zimy)

Wystawa obrazów malarskich z kolekcji prywatnych

SALON SZTUKI MCK w CIECHOCINKU zaprasza na wystawę poświęconą pamięci Stanisława Zimy.

uczestnicy wystawy:

Stanisław Zima (22 II 1921 Lubatowa – 11 VIII 1992 Wrocław)

Michał K. Jędrzejewski - Wrocław

Wojciech Kaniowski - Wrocław

Stanisław R. Kortyka - Kiełczów

Jerzy Kosałka - Wrocław

Paweł Lewandowski-Palle - Łazieniec

Jolanta Nitka - Oborniki Śląskie

Zdzisław Nitka - Oborniki Śląskie

Krzysztof Skarbek - Wrocław

Anna Szewczyk - Wrocław

Tomasz Wiktor - Nawojowa

Jacek Wojciechowski - Lublin

_________________________

Pomysł tej wystawy zrodził się przed laty, podczas wizyty w pracowni jakże nieodżałowanego Andrzeja Klimczaka-Dobrzanieckiego, jeszcze w Rynku. Ustaliliśmy pewną, niewielką (powodowaną miejscem) grupę artystów, której obrazy na takiej wystawie miałyby głęboki sens. Pierwszą koncepcją było, by artyści odnieśli się do konkretnego obrazu Stanisława Zimy. Niestety nie udało się wypożyczyć kilkunastu obrazów. Zaproszeni malarze związani są z Zimą – Pamięcią. Bezpośrednią. Wszyscy byli jego studentami, także nestor rektor Michał Jędrzejewski, który miał z nim zajęcia w 1956 roku, ba był jednym z jego pierwszych studentów Technik Malarskich. Propozycja została przyjęta przez część artystów, a jedenastu zrealizowało obrazy.

Wystawa jest zestawieniem kilku kompozycji Stanisława Zimy, z obrazami przygotowanymi z myślą o Nim. Cztery obrazy malarskie Zimy pochodzą z jego tzw. notatek malarskich, z początku lat 60. Takich propozycji, które odkłada się na właściwe, najczęściej lepsze czasy. Gdy się sprawdzą powraca się do nich. Natomiast gdy się nie sprawdzają porzuca się je najczęściej na zawsze. 

Na początku lat 60. Zimę fascynowali zwłaszcza Morris Louis i Jack Tworkov. Ten drugi pisał: „Moim pragnieniem jest dojść do malarstwa bez techniki już gotowej, bez przygotowanej postawy – warunek, który przecież nigdy nie jest możliwy do zrealizowania w zupełności: nie mieć żadnego programu i w konsekwencji żadnego przesądu stylu.” Do zapisu tego Zima wracał wielokrotnie.

W 1962 roku, w wieku pięćdziesięciu lat zmarł Louis, może najbardziej konsekwentny mistrz techniki akrylowej, rozcieńczający i rozpuszczający farby akrylowe i rozlewający je na płótna bez ingerencji pędzla. Zima był pod dużym wrażeniem tej postawy, mówił: no nie potrafiłbym tak. Latem 1963 roku, w przerwach od radości życia, Zima czynił jakieś notatki malarskie, z których - jak mawiał - może kiedyś coś się urodzi. Zwróciłem na nie uwagę w jego pracowni przy ulicy Kościuszki, gdy byliśmy już na takim etapie zażyłości, że pozwalał mi przeglądać swoje stare koncepcje. Parę z nich mogłem sobie zabrać. Nazywały się prosto: „O”. „O” może jak ospa? Jeden z „papierów” w technice żywic termoplastycznych miał format prawie 20x20 cm. Był dość szary, jeśli nie czarny. Zima - oficjalnie raczej postimpresjonista, na papierowych kartkach czy (wydawałoby się) surowych płótnach poszukiwał swojej formy i swojego koloru. Co rusz interesowało go coś nowego, zmieniało się to szybko, a fascynacje zakończyły się na akrylowych masach tynkarskich i spoiwach polimerowych, których w pracowni stały … beczki! 

Nie bez znaczenia jest fakt, że Zima znał języki, m.in. angielski, co miało znaczenie w aspekcie poznawania rozwijającej się w niesłychanym tempie technologii materiałów malarskich. I tendencji w malarstwie. Cztery z zaprezentowanych „notatek” wydają się być może jakimś odniesieniem do Louisa. Moje kolejne – częste pobyty w pracowni Zimy przy ul. Kościuszki raz po raz otwierały mi oczy na jego refleksję. Bo mówiono o nim coś innego.

Z 1976 roku pochodzi nieco taszystowska kompozycja Zimy „R 1976”. Biel, czerwień i czerń. Jak go coś w życiu społeczno-politycznym naszego kraju „ponosiło” (a po Radomiu poniosło) to potrafił dokonać syntetycznej, ale przede wszystkim celnej wypowiedzi. Do szuflady, a właściwie szafy. Potwierdza to skomplikowanie wewnętrzne i czasami wręcz karkołomne wybory. Ale to było jego życie.

Część z eksponowanych obrazów jest jakimś przemyśleniem jego życia, powikłanego, ale zorganizowanego twórczo, czego myślą są może: kompozycja Jędrzejewskiego, podzielony na trzy obszary barwne obraz Stanisława R. Kortyki czy wykorzystujący dwa wizerunki Zimy asamblaż Wojciecha Kaniowskiego. Szczególną kontemplacją. Zdzisław Nitka przenosi nas z malarzem do Pragi, na Most Karola, a Jolanta Nitka prezentuje kompozycję wanitatywną, z dominującymi czerniami oczodołów, której przygnębiający nastrój ożywia poetycka czerwona kokardka – wspomnienie przeszłości i lepszych czasów.

Paweł Lewandowski-Palle i Krzysztof Skarbek byli ostatnimi współpracownikami – asystentami Stanisława Zimy. Ich obrazy na tej wystawie są może najbardziej rozpoznawalną formą Hommage. Płótno pierwszego odnosi się do pewnej reakcji Zimy na jego malarstwo: „Ty PeLe maluj tę swoją czerwono-zieloną geometrię”, drugi w centrum gwieździstej kompozycji lokuje paletę z napisem „Zima”.

Dwa obrazy dotyczą sgraffita. Anna Szewczyk w minimalistycznym płótnie sprowadziła obrazowanie do dwukolorowego zapisu wydobywania czerni, Jerzy Kosałka prezentuje „Sgraffito w Legnicy”. Obrazem tym powraca do wakacyjnego pleneru malarstwa ściennego w 1978 roku, kiedy to wraz z Edwardem Mirowskim zrealizowali w centrum Legnicy monumentalne sgraffito, które naruszone nieco czasem istnieje jednak po dziś dzień. Wydawałoby się, że temat ten mógłby być podmiotem wypowiedzi Jacka Wojciechowskiego, który na drugim roku studiów w 1977 roku, w uczelnianej Pracowni Zimy zrealizował 12 sgraffit, nikt ze studentów nigdy wcześniej i później nie posiadał takiej fascynacji tą techniką malarstwa. Wojciechowski namalował portret Zimy z motocyklem „Junak” tyle w jego głowie, co i nad nią. Stanisław Zima był bowiem posiadaczem, chyba pierwszego w historii wrocławskiej PWSSP kultowego motocykla PRLu lat 50. i 60. – tyleż ciężkiego co i głośnego. Ten bardzo drogi polski Harley Zimy był konsekwencją realizacji polichromii w kilku kościołach.

Jedynym spośród zaproszonych artystów, który nie znał Zimy osobiście był Tomasz Wiktor. Gdy Zima odchodził z tego świata odchodził Wiktora nie było jeszcze na świecie. Został zaproszony ze specyficznego, ale w pełni artystycznego powodu. Od 1992 roku, studenci kierowanej przeze mnie Pracowni Organicznych Technik Malarskich i Mozaiki w swoim obszarze kształcenia mają m.in. realizację mozaikowego portretu jednego z nieżyjących artystów-pedagogów Wydziału Malarstwa ASP we Wrocławiu. Tomkowi losowo przypadła realizacja portretu Stanisława Zimy, który portretowany był już kilkadziesiąt razy. On zrobił to zdecydowanie najlepiej. Pomimo młodego wieku Tomek jest malarzem wybitnym, o niesłychanej wręcz sprawności warsztatowej, którego psychologiczne portrety budzą wielopoziomowe emocje. Gdy był moim studentem, już na roku dyplomowym rozmawialiśmy w Pracowni o warsztacie malarskim, gdy powiedziałem, że straszną rzeczą jest malować strasznie technicznie, momentalnie nasz wzrok natrafił na siebie – wiedzieliśmy o co chodzi, a ze ściany patrzał na nas … Zima. Wydawał się być wyjątkowo zadowolony. Najnowszy obraz Tomka: „Z” – Zima z utkwionym w nas spojrzeniem starego profesora (nieco bergmanowskiego z „Tam gdzie rosną poziomki”) wywołuje wrażenie pewnej wyłączności, malowania go specjalnie dla naszych skołatanych myśli.

Przedstawione obrazy są takie a nie inne. Ośmiu na dwunastu uczestników to profesorowie tytularni. Sama wystawa może budzić różne wrażenia, od niedosytu począwszy, po nawet wrażenie pewnej przypadkowości.

Dlaczego w Ciechocinku? Zima tutaj bywał, m.in. na międzynarodowym plenerze „Konteksty Kulturowe” w 1987 roku. Ostatni raz w 1988 roku. A jego prace wystawiane są w tutejszym Salonie Sztuki po raz czwarty. Może nie ostatni.                                                                                         

                                                                                                                  Paweł Lewandowski-Palle

_______________________

Stanisław Zima

Urodzony 20 lub 22 lutego (są różne dokumenty z tymi datami, przy czym rękopisy zawierają datę 22 II) 1921 roku w Lubatowej, w gminie Iwonicz, w powiecie krośnieńskim.

W jego rodzinnym domu (działaczy partii i organizacji wiejskich) bywał choćby, i to wcale nierzadko Wincenty Witos.

Od wczesnej młodości do 1939 roku uprawiał m.in. skoki narciarskie.

Podczas II wojny po aresztowaniu przez Gestapo, z krakowskiego więzienia na Montelupich zesłany zostaje na terytorium Niemiec na przymusowe roboty. Tam poznaje przyszłą żonę.

Po powrocie do kraju, nie dostrzegając szans na naukę w Krakowie przyjeżdża do Wrocławia. Należał do drugiego rocznika uczniów wrocławskiego Liceum Sztuk Plastycznych, m.in. z Anną Szpakowską -Kujawską, Waldemarem Cwenarskim czy Zbigniewem Paluszakiem. W 1949 roku zdaje egzamin maturalny i zaczyna studia w PWSSP w pracowniach Stanisława Dawskiego i Eugeniusza Gepperta. W latach 1950-1952 był Przewodniczącym Związku Akademickiej Młodzieży Polskiej przy PWSSP. Studia kontynuuje w Akademii Sztuk Pięknych w Pradze, gdzie w Pracowni Technik Konserwatorskich studiuje technologię malarstwa sztalugowego i ściennego pod kierunkiem legendarnego prof. Bohuslava Slánskiego; kończy je dyplomem z zakresu malarstwa monumentalnego w 1955 roku pod kierunkiem Vladimira Sychry, realizując zestaw mozaik.

Powracając na wrocławską uczelnię zostaje asystentem w pracowni malarstwa ściennego S. Pękalskiego, organizując jednocześnie Zakład Technik i Technologii Malarstwa, i kierując nim do czasu przejścia na emeryturę we wrześniu 1991 roku. Jest podstawowym współpracownikiem Pękalskiego w jego monumentalnych realizacjach w zakresie polichromii i projektowania witraży, m.in. do Katedry w Warszawie. Po jego śmierci, od roku akademickiego 1967/68 współpracuje z E. Geppertem prowadząc w jego pracowni rysunek. 

Umiera 11 sierpnia 1992 roku we Wrocławiu.

Stanisław Zima należy do legendarnych, najbardziej barwnych osobowości z kręgu wrocławskiej PWSSP.

Stanisław Ryszard Kortyka pisze o Nim: Mogę powiedzieć, że był to niezwykle sympatyczny człowiek. Postać tyleż charakterystyczna wśród naszych ówczesnych pedagogów, co ujmująca sposobem bycia i jakimś naturalnym, bezpośrednim stosunkiem do studentów. Z pewnością fakt studiowania w Pradze i fachowość w prowadzeniu zajęć z technologii malarstwa, miały w tych relacjach ogromne znaczenie. Wiedzieliśmy i mogliśmy się na każdym kroku przekonać, że Zima to fachowiec…Oczywiście, mimo upływu lat, pamięta się mniej lub bardziej wyraziście naszych pedagogów, jakoś zapamiętuje się ich sposób bycia wśród nas, ale są postaci, które szczególnie się zapisują w pamięci i często wracają nie tylko poprzez katalogi i gdzieś tam rozproszone obrazy. Tak właśnie wraca Stanisław Zima. 

Współzałożyciel i członek grup: „Grupa Malarska” (Maria Dawska, Stanisław Dawski, Eugeniusz Geppert, Barbara Gutekunst, Mieczysław Hoffman, Leszek Kaćma, Hanna Krzetuska, Maria Teisseyre, Zygmunt Woźnowski, Marian Wójciak, Stanisław Zima) w 1953 r., a następnie „Szkoła Wrocławska” w 1962 r., od 11 maja 1967 r. pod nazwą „Grupa Wrocławska”.

Po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 roku, opuszcza szeregi Związku Polskich Artystów Plastyków współtworząc tzw. neozwiązki, Związek Polskich Malarzy i Grafików.

Jego twórczość jest wręcz nadzwyczajnie rozproszona, a jej zdecydowana większość została po jego śmierci zniszczona. To bolesna prawda, ze zawartość pracowni po jego śmierci została… wyrzucona na śmietnik.

Nie ma jednak większego sporu co do jego znaczącej roli w aspekcie tworzyw sztucznych w malarstwie polskim. Należy do pionierów technik syntetycznych: akrylowej i polimerowej oraz tworzyw sztucznych w malarstwie, z którymi zetknął się już podczas praskich studiów, a które w postaci akrylowych mas tynkarskich wykorzystywał w swoim malarstwie nieprzerwanie.

Pozostały po nim przede wszystkim liczne polichromie (zrealizował ich kilkanaście) w kościołach różnych częściach Polski.

We Wrocławiu miał jedną wystawę indywidualną: w Salonie BWA w kwietniu 1967 roku, na której przedstawił 12 reliefowych kompozycji w technikach mieszanych ze srebrzeniami z lat 1964-1967, których część przypomniał na drugiej wystawie Katedry Malarstwa PWSSP we Wrocławiu w marcu 1981 roku. Ostatnią wystawę indywidualną miał w Galerii Domu Kultury w Sycowie w 1985 roku. Srebrzysty kolor reliefowego malarstwa Zimy wydaje się być wyniesiony z pracowni Sychry.

Debiutował na międzynarodowej wystawie towarzyszącej III Światowemu Zlotowi Młodych Bojowników o Pokój w Berlinie w 1951 roku. Aktywnie uczestniczył w wystawach zbiorowych, m.in.: I Wystawie Plastyki Ziem Nadodrzańskich – CBWA „Zachęta” Warszawa 1959 czy „Polskie dzieło plastyczne w XV-lecie PRL. Malarstwo” – Muzeum Narodowe, Warszawa 1961-1962. Głęboko przeżył brak zaproszenia do historycznej ekspozycji „Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. Wystawa prac studentów i pedagogów” w CBWA „Zachęta” w Warszawie (luty 1990). Przestał malować i wystawiać. Jego malarstwo przypomniał dopiero Andrzej Kostołowski, w głośnej wystawie „Wieżowce Wrocławia” (dorobek twórczy PWSSP - ASP 1946-2006) – Muzeum Narodowe, Wrocław 2006.

                                                                                                                 Paweł Lewandowski-Palle

wystawa czynna od 22 II 2021 do 16 III 2021. 

kurator: Paweł Lewandowski-Palle

układ wystawy: Jerzy Smykowski

Serdecznie zapraszamy!


Informacje: Paweł Lewandowski-Palle

Zamieścił: Karol Babicz

Galeria:

Więcej »